You are hereWłóczykij Trip Extreme 2012

Włóczykij Trip Extreme 2012


By mehow - Posted on 08 March 2012

Mój drugi rajd Włóczykija zaliczony. Start wyszedł organizatorom później niż w 2011, a szkoda bo okolica bardzo ciekawa i żałuję, że tak mało dało się zobaczyć. Zresztą, po występie w Wejherowie na nocnym Jesiennym Tułaczu, powiedziałem sobie że orientowanie się w ciemnościach sobie odpuszczam ale jeszcze tym razem nie dotrzymałem słowa ;-)

W pociągu z Poznania do Szczecina spotkałem Janka Lenczowskiego i Michała Ormana. Chłopaki dosyć wcześnie się wybrali z Warszawy do Gryfina i GDK nie był jeszcze gotowy na ich przyjęcie więc skorzystali z gościnności mojej siostry Marysi i jej chłopaka Pawła i przespali się u nich na nowej chacie, do której miałem spory problem trafić ;-)

Na starcie zapomniałem kompasu i mocowania do wężyka od bukłaka. Stałem smutny pod GDK-iem i nie bardzo sobie wyobrażałem taką imprezę. Jak tylko Przemas o 15 oświadczył że autobusy odjeżdzają o 15:30, pognałem na Górny Taras po brakujące rzeczy. Kompas znalazłem ale nakrętki już nie i bukłak okazał się tylko niepotrzebnym ciężarem... Poza tym okulary mi często parowały a czołówka zdechła gdzieś w trzech czwartych trasy - takie uroki nocnego orientowania się.

Na nogach testowałem nówki sztuki Salomony Crossmax i powiem wam, że moje nie za wąskie stopy, prawa 2E i lewa E, nie bardzo się nadają do nich. Te buty mają jakieś takie dziwne wzmocnienia właśnie w tych najszerszych miejscach i tam mnie ocierają. Myślałem, że się rozejdą ale po rajdzie dalej jest tak samo. Gdyby nie ta sprawa to buty bardzo fajne, na błotach przed Ognicą nie dały się zassać, na przecinkach trzymały się dobrze a na asfalcie dawały niezłego kopa. Patentowe sznurowanie też dało radę, po raz pierwszy nie musiałem się zatrzymwać na wiązanie ;-)

Z punktów najbardziej utkwiły mi w głowie "sen mrówki" bo był pierwszy, "jak żyć" z kukłą (no właśnie kogo?) na brzegu strumienia, "nadstawnia", czyli punkt nad stawem, który według mapy znajdował się nie w tym miejscu co w terenie, "Dąbrowski w Świerardowie" bo nazwę udało mi się dobrze rozszyfrować ;-) i "Korzeniowski na krawędzi" bo trzeba było na drugą stronę Tywki przeleźć po zwalonym pni. "Miss górka" też była dobra a do punktu stopu w szkole w Widuchowej ciężko było znaleźć wejście. "Kolej na most" była klimatowa i zaskoczyła mnie bo niby wiedziałem o jaki wiadukt chodzi ale jak już byłem na miejscu to jakbym tam był po raz pierwszy ;-)

Na punkcie stop studiuję mapę

Zdjęcie z galerii fotografów rajdu:Kasi Sztangret i Piotrka Brzęczeka.

Zdjęcie obok jest ze stopu, studiuję sobie mapę, nie bardzo mi to coś dało bo i tak kolejny punkt minąłem i musiałem się wracać. Drugą połówkę robiłem z dwoma zawodnikami z Poznania, jeden z nich bardzo dobrze nawigował, dużo się nauczyłem. Ostatni odcinek po asfalcie całkiem dobrze mi się biegło, miałem zapas. Widać to zresztą po czasie, cała trasa zajęła mi 7:49 w porównaniu z 7:19 ze zeszłego roku. Jakoś nie biegłem dużo, więcej przemaszerowałem, to wszystko przez te ciemności ;-) Pod koniec, już w Gryfinie, na przeciwko Zenita2 na Łużyckiej, jakiś przechodzień (kibic?) po drugiej stronie drogi zaczął bić brawo i mówić, że dobrze mi idzie - bardzo mi się przyjemnie wtedy zrobiło. Dzięki Ci, nieznajomy!

Wielkie dzięki też dla całej ekipy Republiki Międzyodrza za świetną imprezę! Być może posłuchają się mnie i w przyszyłym roku będzie bardziej dzienna żeby więcej można było obejrzeć.